SMACZNEGO! PRIJATNOGO APPETITA!
Relacja Wiaczesława Sinitsine
z rosyjskiej stołówki
Stołówka uniwersytecka przygotowuje
studentom w Eichstaett trzy rodzaje zestawów dziennie. Zarówno jedzenie nie
smakuje najgorzej, jak i sprawia przyjemność spędzony tam czas.
Możesz spotkać się z przyjaciółmi i znajomymi i pogadać,
jak gdyby w dużej kawiarni. Nic nie kosztuje tam szczególnie dużo.
Często
przypominam sobie stołówki (stolovaja) rosyjskich uczelni. Liczba
zestawów jest w nich raczej ograniczona: podaje się jeden jedyny. I wygląda
to często jak karma dla zajęcy. Sztućce, ktуre stoją do
dyspozycji, nie są ze stali nierdzewnej, ale z najtańszego aluminium.
To z pewnością dla ochrony przed kradzieżami. Przy zmywaniu
personel nie używa z reguły płynu do mycia naczyń w
rodzaju „Fairy” albo „Prilu”, ale myje – jak przed stu laty – sodą
i koncentratem chloru jako środkiem dezynfekcyjnym. W wyniku tej żrącej
kombinacji aluminiowe sztućce zabarwiają się całkiem na
szaro-czarno i stają się tak wzbudzającymi odrazę, że
nikomu nie przychodzi do głowy, żeby je kraść. Wiele wrażliwych
studentek nie odważa się używać takiej łyżki
inaczej, jak po jej uprzednim dokładnym wytarciu własną
chusteczką. Można to również zrobić serwetką, te
jednakże są tam bardzo rzadkie. Przy zmywaniu nie udaje się
usunąć całej warstwy tłuszczu. Całkiem często można
usłyszeć studenckie „fu”. Absolutnie wykluczone jest w stołówce
uniwersyteckiej użycie noża – nie ma ich tam w ogóle.
Przypuszczalnie ze względów bezpieczeństwa.
Wielu przyszłych
naukowców odkryło już, że aluminium jest miękkim metalem
i przekazało te wiedzę prawdopodobnie także studentom kierunków
artystycznych. Ten fakt stwarza ogromne pole dla zrealizowania fantazji
i budzi kreatywność. Każdego dnia pomywaczki znajdują aż
do dziesięciu „sztućcowych arcydzieł”, które nie są
niczym innym, jak spiralnie skręconymi łyżkami albo kozami i
ślimakami, które można wykreować z widelców. Pomysł jest
całkiem prosty. Widelec ma przecież cztery zęby, student wyłamuje
więc dwa środkowe i odgina dwa pozostałe odrobinę do tyłu.
Koza gotowa. Ślimak trochę bardziej skomplikowany: trzeba jeszcze
trochę zwinąć rączkę. Tego nie dokonują jednak
wszyscy. Tylko silni sportowcy.
Tak czy owak
tylko nieliczni studenci żywią się w stołówce. Ceny są
całkiem wysokie. Porcje – mikroskopijnie małe. Wręcz osławione
są zachwalane przy bufecie sałatki. A to z powodu dziwnej reakcji
żołądka, jaką wywołują. Kto tam raz jadł, z
reguły bardzo szybko o tym zapomina. Tak prędko, że po upływie
dziesięciu minut jest znów głodny. Większość studentów
je w czasie swojej przerwy obiadowej ciastka albo kanapki oraz pije piwo. To
wszystko można kupić stosunkowo tanio i szybko w kiosku na zewnątrz.
Kioski te są otwarte 24 godziny na dobę. Albo też w małym
bufecie, który istnieje na każdym kampusie. Rolę automatów do kawy
przejmuje zwykle dziewczyna bufetowa, ktуra zalewa wrzątkiem herbatę
w torebce lub kawę rozpuszczalną. Oprócz tego są tam też
pasztety, kanapki i ciasto. Szybko i korzystnie.
Do czego
potrzebna jest właściwie człowiekowi stołówka? Mój brat
pracował kiedyś jako kucharz w stołówce uniwersyteckiej i
zdradził mi, że w rzeczywistości są one nierentowne i są
utrzymywane tylko z powodu jakiegoś przepisu. Jest jednak trochę
smutne, że personel coraz częściej przychodzi tam, żeby
posilić tylko siebie. Stołówki nie są już po prostu wśród
wielu rosyjskich studentów tak popularne, jak kiedyś.
Eichstaett,
lipiec 2003
©
V. Sinitsine, 2003
|